piątek, 20 stycznia 2017

Bieg po życie, Lopez Lomong, Mark Tabb




Tytuł: Bieg po życie
Autor: Lopez Lomong, Mark Tabb
Wydawnictwo: SQN
Data wydania: 17 czerwca 2015
Liczba stron: 280
Ocena: 10/10

Bieg po życie to niesamowita historia czarnoskórego lekkoatlety, który w wieku sześciu lat został brutalnie wyrwany z rąk matki i osadzony w obozie sudańskich rebeliantów, w celu szkolenia na żołnierza. Każdego dnia widział śmierć przyjaciół, którzy konali w odorze fekaliów. Ocaleniem okazali się trzej, starsi przyjaciele, którzy zorganizowali ucieczkę. Przez trzy doby biegli razem przez sawannę. Niestety nadzieja rychłego powrotu do domu okazała się płonna. Trafili do obozu dla uchodźców w Kenii, który dla Lopeza, stał się domem na długie lata, zanim trafił do Stanów Zjednoczonych, dzięki adopcji.



Ja nie chodziłem. Ja biegałem. Moi rodzice nazwali mnie Lopepe, co w naszym języku oznacza "szybki".


Początek publikacji jest bardzo brutalny i wstrząsający. Autor ze szczegółami opisuje własne porwanie oraz relację z pobytu w obozie rebeliantów. Trudne warunki, z jakimi przyszło się zmagać chłopcom w wieku od 6 do 14 lat były szokujące. Każdego dnia znosili głód, zimno oraz znęcanie się. Ogromne zdumienie wywarło na mnie zdarzenie, kiedy chłopcy potrafili podać typ karabinu, z którego rebelianci uczyli ich strzelać, mianowicie AK-47. Mali chłopcy od najwcześniejszych lat uczeni są treningu i posłuszeństwa. Stają się żołnierzami, bojownikami wykorzystywanymi do zabijania. Wszystko to wzbudza w czytelniku smutek, złość i przerażenie.

Obóz dla uchodźców w Kakumie i warunki tam panujące również pozostawiają wiele do życzenia. Głodowe racje żywnościowe, brak wody, codzienna walka o przetrwanie, brak jakichkolwiek środków higienicznych, zatrucia i w konsekwencji śmierć. Przyznam szczerze, że nie pamiętam kiedy ostatnio książką potrafiła sprawić, że w moich oczach pojawiły się łzy i ogromna złość na niesprawiedliwość i ludzką krzywdę.


Tak, wtorki były świętem, jedynym dniem, kiedy mogliśmy sobie pojeść - dniem, w którym jedliśmy śmieci.


Moment, w którym na mojej twarzy pojawiło się wzruszenie było wspomnienie, kiedy razem z przyjaciółmi autor pierwszy raz obejrzał olimpiadę i dowiedział się co to jest. W trakcie czytania tych fragmentów, przeżywałam razem z nim to uniesienie i ekscytację wywołaną telewizyjnym widowiskiem. Wtedy też nadmienia Michaela Johsona, amerykańskiego lekkoatletę, który staje się dla niego siłą i motywacją.

Autobiografia pokazuje jak bardzo autor jest wierzącym, pracowitym i odważnym człowiekiem. Nie da się nie zauważyć bliskości z Bogiem, a także ogromnej opiekuńczości w stosunku do innych i chęci niesienia pomocy. Uważam, że dla wielu mógłby być autorytetem. Jego determinacja i upór w dążeniu do celu jest motywacją i zmusza czytelnika do refleksji nad własnych życiem. Czuję szacunek i podziw wobec tego człowieka, który nigdy nie narzekał na swój los, nie zwątpił i nie poddał się.


Tego dnia, kiedy ukończyłem studia, wiedziałem ponad wszelką wątpliwość, że wszystko jest w życiu możliwe. Nie tylko w moim przypadku, ale w przypadku każdego, kto nie bo się ciężkiej pracy i nie pozwoli, aby cokolwiek stanęło mu na drodze do realizacji marzeń.


Osobiście lubię sport, jednak nie trzeba się na nim znać ani nawet uparcie interesować, żeby sięgnąć po tę książkę. Wzbudza wiele pozytywnych emocji, inspiruje i udowadnia, że wszystko jest możliwe, jeśli tylko tego mocno pragniemy. Ponadto styl i język jest lekki i przejrzysty, co sprawia, że tę historię pochłania się błyskawicznie. Dodatkowym plusem są fotografie zawarte w biografii, dzięki czemu powieść staje się żywa i realna. Gorąco polecam!



2 komentarze:

  1. Książka wydaje mi się bardzo ciekawa, inspirująca. Już w tym momencie ląduje na mojej liście na LC :)
    Pozdrawiam!
    http://sunny-snowflake.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie warto! Od teraz zawsze będę ją polecała. Nie pamiętam już, kiedy ostatni raz powieść mnie aż tak wzruszyła i zmotywowała :)

      Usuń